Strona Julii Siwińskiej...

Rok 2010 już za nami. Co nam przyniósł, a co następny rok przyniesie? Koniec starego a początek nowego roku to dobry czas na podsumowanie i na zadanie pytań co dalej?

Dla naszej Julisi był to kolejny rok ciężkiej i intensywnej pracy. Rok dużych zmian. Rok pełen niepokoju i wielu trudnych emocji, które wynikały z naszej wspólnej nowej sytuacji. Wszyscy musieliśmy odnaleźć się na nowo w zupełnie innej rzeczywistości bo…

Od 16 lutego 2010 roku Julisia nie jest już jedynaczką. Decyzja o drugim dziecku była bardzo trudna. Tak trudna, że nie sposób opisać jej żadnymi słowami. Ale uznaliśmy, że jest w nas tyle miłości, że powinniśmy obdarzyć nią jeszcze jedno życie. I tak się stało.

Kacperek urodził się zdrowy. Niedługo minie rok jak Synek jest z nami. Dziś wiemy, że była to jedna z najlepszych decyzji. Reakcje Julci na Niego przez okres ostatnich kilku miesięcy przekonują nas o tym.

Jak to zazwyczaj bywa początki były niełatwe. I dla Julisi i dla nas samych. Nie sposób było i jest nadal poświęcać Julci tyle czasu ile wcześniej. Jula z jednej strony godziła się z tym bo miała więcej „świętego spokoju”, z drugiej strony złościła się na nas i była tak zazdrosna, że wymuszała np. noszenie na rękach, a zostawienie Jej choćby na chwilę z Małym samej, było niemożliwe.

Wczoraj jest przeszłością. Jutro jest tajemnicą. Dziś jest darem ...

Nie wolno nam było oczywiście zaniedbać rehabilitacji. Wiem, że to co udało się do tej pory osiągnąć ciężką i codzienną pracą, bez systematycznej terapii możemy bardzo szybko stracić. Bardzo się bałam czy uda nam się wszystko pogodzić. Dzięki moim Najbliższym ten miniony rok, mimo faktu, iż ja w pewnym stopniu byłam przez jakiś czas „wyłączona” z wyjazdów, był nadzwyczaj bogaty w terapię.

Już w lutym Julisia wyjechała z moją Mamą na turnus rehabilitacyjny, organizowany przez Ośrodek Edukacyjno-Rehabilitacyjny Acentrum. Po tym turnusie Jula zapałała ogromną miłością do zwierząt. Od powrotu, przez długi czas nasza sunia Suzi była najlepszym kompanem Julci w ciągu dnia. W ciągu dnia i również w nocy, gdyż niemożliwością było przekonać Julę o tym, że miejsce psa niekoniecznie jest w łóżku. Mnóstwo wylanych łez, krzyki i awantury… No i to nasza Córka przekonała nas, że przecież nic takiego się nie stanie, jak Suzi będzie spała z Nią w łóżku… I nie stało się. A Jula nasza była dzięki temu naprawdę szczęśliwa. I naprawdę razem z nami.